Moi mili odwiedzacze :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2023

Chusta w zieleniach

 Wreszcie coś dokończonego. Wprawdzie jeszcze nie uprane ani nie zblokowane, ale jakbym nie zdążyła zrobić fotek nim wydam koleżance, to wrzucam takie. 

Zrobiona z 2 motków Nako Peru Color 32418. Całkiem fajnie ułożyły się kolorki, w dotyku przyjemna. Wzoru niewiele, robiona na żywioł bez żadnego schematu (jak zaczynałam, to jeszcze nie miałam do końca planu na nią), wykończona lekko falbaniasto.
Myślami jestem znowu nad morzem. Czerwcowy wyjazd do Karwi udany z córką i wnuczusiem.




Postanowiłam poprawić w sierpniu, tym razem tak jak lubię, czyli sama :)



wtorek, 17 maja 2022

Balkonowe uprawy

Na FB już się pochwaliłam ale i tu zamieszczam.

Mój areał, czyli 4 pomidorki koktajlowe i 7 krzaczków poziomek :) Będzie jeszcze donica z pietruszką naciową (jak zechce wykiełkować i wyrosnąć).  Dla osób mających działki, ogrody to pewnie śmiechu warte, ale cóż - jaki balkon, takie hektary i możliwości. Przetworów z tego nie będzie, ale z doświadczeń paroletnich takich upraw  wiem, że coś z tego da się przez całe lato skubnąć na bieżąco a i radości/satysfakcji trochę daje :)




wtorek, 19 marca 2019

Nie wiem, jaki dać tytuł :/

   Jakoś przezimowałam i wraz z prawie wiosną, postanowiłam kolejny raz spróbować otrząsnąć się z jakiegoś przedziwnego stanu zawieszenia życiowego. Parę dobrych lat temu udało mi się mniej więcej o tej porze rzucić palenie, to może teraz jakoś potrząsnę sama sobą i powrócę do większej aktywności w większości dziedzin życia, bo to już jest dramat dramatyczny ze mną :/ Nie ciągnę tego wątku dalej, bo po co się samej pogrążać :(
   Za to mam do pokazania szal już jakiś czas temu zrobiony. Zdjęcie w pośpiechu i w nocy robione więc mocno kiepskie,  ale mniej więcej widać o co chodzi.
   Nie wiem dlaczego wyszedł taki pomarańczowy, bo to ładne ekri z lekko różowawym odcieniem było. Poszedł do właścicielki z dwoma innymi - białym i czarnym, których nie zdążyłam pstryknąć.

   W ostatnią niedzielę wydziubałam dla mojego wnuczunia popielaty kocyk z miękutkiej i milusiej jak aksamit Dolphin baby

    A teraz coś zupełnie innego :)
    Razem z podopiecznymi z WTZ jesteśmy już jedną nogą w wielkanocnym nastroju i radośnie tworzymy takie stroiki :)
Tym kolorowym akcentem kończę, bo niedługo będzie raczej ciemny post - zostało mi ze 3-5 rządków do ukończenia czarnej chusty, którą zamierzam bardzo szybko tutaj tym razem pokazać wcześniej niż na FB (znów przede mną wyzwanie fotograficzne... nie dość że chusta, to jeszcze czarna ...)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Czarny szal

  Przeraża mnie, że czas tak szybko pędzi. Wydawało mi się, że NA PRAWDĘ nie AŻ tak dawno wpisywałam coś tutaj, a wychodzi na to, że to było w tamtym roku :/
Na wszystko brakuje mi czasu . Jednocześnie mam wrażenie, że nic nie robię a tu srrruuu i 2 miesiące mijają :/ Być może rozmieniam się na drobne, a może to już będzie przedproże starości :/ Za kilkanaście dni strzeli mi prosto w twarz pół wieku życia  :/
  Dobra, lepiej na tym się nie koncentrować, bo nie ma na czym - byle zdrowie było i chciało się cokolwiek człowiekowi w życiu.
 Z dzierganych doniesień - udało mi się w tym moim dziwnym stanie leniwego niedoczasu zrobić czarny ażurowy szal, ale przyzwoitego zdjęcia jakoś nie bardzo, więc na razie takie o -
Z doniesień powielkanocnych - oprócz 1kg + zostało takie jajco własnoręcznie zrobione 
Z doniesień parapetowych - mocno marny zamiokulkas który miałam już zutylizować, ku mojemu zdumieniu "wziął i zakwitł" takim kwiatkiem kutaskowatym śmiesznym - 
No, to byłoby na tą chwilę tyle. Idę popodziwiać piękną zimę tej wiosny - właśnie sypie mokrym śniegiem :)

P.S.  20.04.2017, godz. 7.52
 Po kilku próbach muszę potwierdzić co już kiedyś mówiłam - umiejętności fotograficznych życie  mi nie dało. Lepszego zdjęcia chyba już nie zrobię, a to poniżej załączone jest pośród wszystkich marnych i tak najlepsze, więc dołożyłam.





niedziela, 3 kwietnia 2016

Wiosenne przesilenie

   "Nic mi się nie chce, seks mnie nie łechce" jak mawiał klasyk starożytnych górali. Mogłabym powiedzieć, że mam jakieś wiosenne osłabienie, gdyby nie fakt, że trawa już gdzieś od jesieni :/ Zaczynam być zła sama na siebie, że jakaś jestem rozmemłana, z niczym się nie wyrabiam, a jednocześnie, patrząc prawdzie w oczy, to robię wielkie gie.
   Najlepiej byłoby zasadzić sobie kopa do jakiegoś zaplanowanego działania, przestać rozmieniać się na drobne, tylko nie bardzo taki półobrót zrobię, żeby wspomnianego kopa sobie zasadzić. Na dodatek, gdy sobie mówię do lusterka "Gośka, jesteś kupę lenia a resztę dziada", to odpowiadam sama sobie "no właśnie" i dalej pozwalam resztkom przemijającej świetności marnieć.
   Bardzo proszę - niech ktoś mnie dobrze opierniczy, zawstydzi albo co, bo ukiszę się we własnym sosie bylejakości.
     Zrobiłam już jakiś czas temu 2 chusty które dopiero dzisiaj wstawiam.  Właśnie, jakiś czas temu :/ ze 2-3 lata temu to bym się chwaliła natychmiast :/ Echhhh, jestem beznadziejna :/
   Tą dopiero dzisiaj podblokowałam, za to OD  RAZU zrobiłam zdjęcia i wrzucam :



Kolory rzeczywiste bardziej jak na 1 zdjęciu, tradycyjne prezentuję zero umiejętności fotograficznych.
 Druga chusta bardzo prosta, w rozmiarze kids, dla kilkuletniej damy. Zrobiona co najmniej miesiąc temu :



czwartek, 2 października 2014

Jesiennie

   Najpierw zaległy mały sweterek rozpinany na 2-3 latka o którym pisałam, ze czeka na doszycie guziczków. Doczekał się, więc mogę zaprezentować :
 Zrobiony grubej miękkiej włóczki - dostałam ją w prezencie bez banderolki, więc nie wiem jakui skład, w każdym razie - na dotyk bardzo przyjemnej i dobrej gatunkowo.
    W między czasie machnęłam bardzo szybko (bo i robota nieskomplikowana) dla pierworodnej taki bezrękawnik z ciemnozielonej Alize Lanagold -
  Dzisiaj pierwszy raz w tym roku wszystkimi zmysłami dotarło do mnie, że nadeszła moja ukochana jesień. Potwierdzają to nawet skąpe jak na blokowisko widoki z okna :


Pogoda sprzyja, będę więc w najbliższych dniach ile się da spacerować i chłonąć jesienne klimaty. Zawsze odkąd pamiętam miały i mają dla mnie wielką moc energetyzująco-doładowującą.
P.S.
Nie, nie mam pięknych widoków za oknem :D 
 Z jednej strony mam wielki parking i delikatesy, z drugiej - mur kolejnego bloku. Ale jak człowiek chce, to wyrwie skrawki z kontekstu i stworzy sobie na prywatny użytek swój własny klimat i przymknie oko na to, czego nie chce i nie musi widzieć :)



poniedziałek, 15 września 2014

Nowe udziergi

   Ostatnio "zeszło" z drutów : mały sweterek na ok.2 latka, szal i czapka.
Sweterek na razie jest  bez guziczków, będzie więc pretekst no naskrobania kolejnego posta, żeby pokazać :)
   Szal powstał z 1 motka Moher Special Ebruli i wygląda tak :






Czapkę zrobiłam z tego, co zostało od kiedyś tam wydzierganego swetra -
    Za chwilę zacznę kolejny szal, z cienkiej czarnej wełenki.
   Pogoda cieszy, i NAWET taki leń jak ja stara się każdego dnia wypuszczać na spacery, (wzięłam sobie do serca wskazania rehabilitacyjne), ciągle jednak zapominam zabrać ze sobą aparat, żeby pokazać "moje okoliczności spacerowe".
   Na koniec powiem, że kolejny raz  mam dowód na to, że kradzione rośnie najlepiej. Zwinięte szczepki hoi wyrosły w całkiem dorodny okaz, który znowu kwitnie. Zawsze jak zakwita mam rozdarte serce pomiędzy tym co oko cieszy a nos znieść nie może. Ostatnio obywałam grona kwiatowe, bo słodka intensywność zapachu, zwłaszcza wieczorem,  była nie do wytrzymania. Teraz jest na tyle ciepło, że okno cały czas otwarte, więc może jakoś dam radę.


czwartek, 28 sierpnia 2014

Na koniec lata

   Tunika-bezrękawnik, na powitanie jesieni, żeby w plecy grzała. Bardzo prosta robota, leciutko podniesiona talia zaakcentowana warkoczykami.
   Alize lanagold, kolor antracyt. Zużyłam jakieś 17-18dkg na drutach 5,5,. Rozmiar będący obiektem wspomnieniowych westchnień z odległej przeszłości, czyli jakieś 38.
    Chyba się starzeję, bo ku własnemu zaskoczeniu odkryłam frajdę z wytwarzania przetworów na zimę :D Do tej pory niejako z corocznego obowiązku i tradycji kisiłam ogórki, marynowałam nieco papryki,
miałam kiedyś  tam epizod z jakimiś buraczkami i powidłami.
  W tym roku dołączył dżem z czarnej porzeczki i sok malinowy. Drugi rok z rzędu nastawiłam początkiem lipca orzechówkę a ostatnio ...
                                                          malinki + cukier + % = ....
   Tak się rozszalałam, że chyba coś jeszcze ze śliwek zmajstruję, bo wielki ich dostatek, może  jakieś leczo do słoików jeszcze. A, i kapustę zakiszę osobiście :) Taka jestem super gospodyni, prawie że sama siebie podziwiam :D
   Z gospodarskim pozdrowieniem dla stałych czytelników, anonimowych podglądaczy i zbłąkanych przypadkiem a czytających te słowa :)



poniedziałek, 9 czerwca 2014

Nic mi się nie chce

   Wszystko idzie jakoś ... no chyba właśnie nie idzie. Aż jestem sama na siebie zła, bo ogarnął mnie taki słabuś, że wszystko robię z największym wysiłkiem. Problemem jest nawet nastawienie pralki, no bo jak się skończy, to i rozwiesić trzeba :/
   Pogoda prawie afrykańska totalnie mi nie służy - słońce uczula, za wysoka temperatura otoczenia potęguje uczucie słabusia. Najlepiej wychodzi mi leżenie odłogiem.
   Nawet nałogowe machanie drutami okazuje się być nienałogowe - zaczęte dwa szale nie chcą się jakoś skończyć. Machnę po parę rządków i odkładam :/
   Chętnie przyjmę dobre rady jak samej sobie nakopać do tyłka, żeby podkręcić jakoś życiowe obroty i stanąć twarzą w twarz z nie specjalnie lubianym  przeze mnie latem.

czwartek, 1 maja 2014

Już maj

   Ależ ten czas leci! Maj przywitał piękną pogodą, optymalną do spacerów temperaturą a ja ...siedzę w domu z dość mocno bolącym gardłem :/
    Nie ma jednak aż tak źle - siedzę sobie herbatkę popijam, słucham muzyczki i przerabiam fioletowawy moherek na warkoczową tunikę
Dokonałam przeglądu  na balkonie - jest dobrze. Poziomki zaczynają kwitnąć, czerwona porzeczka i w tym roku coś będzie na sobie miała. Wygląda też na to, że  podkradziona mamie z ogródka zeszłoroczna pietruszka na natkę, chyba postanowiła rosnąć pod porzeczką.


Drutuję dzielnie tunikę i chcę ją szybko skończyć, bo mam parę kolejnych pomysłów. Zapasy włóczkowe mam, a w związku z pewnym jednym konkretnym, czekają już świeżo kupione małe, kolorowe motki "etaminek".
Jak to u mnie bywa, nie wykluczam, że po skończeniu tuniki zabiorę się za zupełnie inny projekt niż w tym momencie kolebocze mi się po głowie. Jedno jest pewne - coś  na pewno udrutuję, bo to taki mój nałóg, żyć bez tego nie mogę :)



piątek, 21 marca 2014

Brązowy post

  Podobno w tym sezonie królują kolory wyraziste, a neutralne ciemne barwy, w tym mój ulubiony brąz, jest w totalnym odwrocie. Niech sobie będzie, ja mojej miłości do tego koloru nie zdradzę.
Dłubię właśnie sweter-tunikę (brązową rzecz jasna) a udziubdziałam takie mitenki długie - trochę ciężko zrobić samej sobie zdjęcie, ale nie wykręciłam sobie ręki w łokciu, trzyma się :)
Nie wiem kiedy skończę ten sweter."Nieco hektarów" mam do przerobienia, bo to dla mnie, więc trochę może to potrwać. Tym bardziej, że chyba mam wiosenne przesilenie i moje samopoczucie jest odwrotne do otaczającej, radosnej, wiosennej rzeczywistości. Gdy koleżanka powiedziała, że też tak fatalnie się czuje i ciągle by spała, jej znajomi też, to prawie ją z radości wyściskałam, że też tak ma, jak ja :D Zawsze to w kupie raźniej :D
P.S.
21 marca 2011 wypaliłam ostatnie papierosy z paczki i udało mi się wyjść z tego śmierdzącego nałogu :)


poniedziałek, 30 września 2013

Jesienna układanka

  Wszystko raptem 12 km od miasta, na "kawałku prywatnego raju" znajomych, którym szczerze, staropolskim zwyczajem, serdecznie zazdroszczę tego cudownego miejsca.
  Faaaajnie było :)

  Z bólem serca obcięłam mojej hoi pierwszy, rozwinięty koszyczek kwiatostanu i nawet zdjęcia zapomniałam zrobić :(  Zapach jaki się roztaczał, zwłaszcza wieczorem, przerastał granice mojej wytrzymałości. Większa ilość to chyba zabija zapachem :D
  A dzisiaj zapowiada się kolejny, piękny słoneczno-chłodny dzień jesienny - czekałam cały rok na takie dni, moje ulubione :) I to nic, że dzisiejszy poranek przywitał pierwszy szron :)

piątek, 10 maja 2013

Urodzinowy wpis z różnościami

Przyjemnie obudzić się w dniu urodzin ze świadomością, że ten pogodny dzień mam tylko dla siebie.
Zaczęłam od wyprawy do kuchni po kawę i tu odebrałam pierwsze życzenia zostawione przed wyjściem do pracy przez pierworodną :
Później z Krakowa zadzwoniło "wydanie drugie poprawione" z dobrym słowem dla mamusi, następnie przybył tato, oddelegowany przez mamę  z życzeniami.  A jak odpaliłam facebooka, to zostałam zasypana ogromem życzeń i aż się boję, że mi się konto zawiesi do wieczora :D
Za wszystkie te i pewnie kolejne - serdecznie dziękuję, nie zapomnę wychylić wieczorem jakiś podziękowalny toast ;)
    Poranek był pod znakiem  wyprawy na pocztę i zieleniak.
Odebrałam przesyłkę z Biferno - wygrany na FB motek Edery (ucieszył mnie bardzo - mam kilka wstępnych pomysłów co z niem zrobić, ale jeszcze  przemyślę) i dokupiony moteczek bambusa, który chcę wykorzystać do bliższego zapoznania się z tą włóczką i jej właściwościami, bo jakoś tak wyszło, że nie miałam okazji do tej pory.
A na zieleniaku wzbogaciłam mój balkonowy "ogród" o 4 sadzonki pomidorków koktajlowych. Dołączyły do porzeczki czerwonej, która już 3 albo 4 rok rośnie mi w donicy i zeszłorocznych poziomek.
Robótkowo sprawa ma się tak :
     a) zaliczyłam totalną porażkę z 1 w życiu próbą nafilcowania aplikacji na chustę. Zdecydowanie muszę się podszkolić, jak przyjdzie druga fala chęci, by coś takiego ze skutkiem  pozytywnym zrobić. Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że to takie praco-czasochłonne. Nafilcowałam 3 kwiatki, ale chyba za mało czesanki nałożyłam. Być może powinnam użyć cieńszych igieł - nakuwałam grubą i tak się przyłożyłam, że przy trzecim ...wykułam konkretną dziurę w dzianinie, przerywając oczka. I w tym momencie użyję cenzury, darując szczegółów słowno-myślowych. W każdym razie z wielkim rozczarowaniem dałam sobie spokój, przynajmniej na razie. A zdjęcie tej porażki wklejam, chociaż jest fatalnej jakości, bo być może ktoś, kto się na tym zna, udzieli mi jakichś wskazówek i wytknie błędy.

   

b) Zrobiłam sweterek rozpinany dla ośmioletniej córki koleżanki - 3 dzień czeka na doszycie guzików, do zdjęcia spięty agrafką i nie do końca na tym "dorosłym" manekinie prezentuje się jak produkt dziecięcy, ale zapewniam, że taki jest, postaram się w późniejszym terminie o zdjęcia na właścicielce.
   c) Pod ręką leży resztka kremowego Nako moher special, w wolnej chwili dłubię z niej chustę-zwyklaczkę. Tym razem zaczęłam od dolnego "zęba", dodając po bokach po oczku dla porządanego kształtu, jadę w górę. Jej ostateczna wielkość będzie zależała od tego, na ile tej resztki wystarczy. Nie spieszę się z nią, bo to taka "sztuka dla sztuki", nawet nie na tą porę roku. Skończę, to będzie.
   d) w następnej kolejności (albo nawet całkiem wnet, bo chusta spokojnie może poczekać) będzie bliższe zapoznanie z wyżej wspomnianym bambusem, o ile że ktoś nie zgłosi pilnej chęci czegoś konkretnego.

   I to by było na tą chwilę na tyle. Coś pokręcę się po domu, robiąc wrażenie dobrej gospodyni samej przed sobą, żeby wieczorem pocelebrować to swoje święto :)



piątek, 3 maja 2013

Wiosna

Za dużo wolnego. Zaczynają mi się dni mieszać, mam wrażenie, że dzisiaj niedziela. Wiosna w pełni, ale co z tego - kolejna burza mruczy, robi się ciemno, więc z wyjścia nici. Snuję się więc okno-komputer-druty.
Zaczęłam kolejną chustę -
Będzie bazą do czegoś całkiem dla mnie nowego, ale na razie o tym nie chcę pisać. Jak wyjdzie, to po prostu pokażę.
   A za oknem wśród beznadziejnych bloków widać, że wiosna. Nawet śmietnik ładniej wygląda w tym różu i zieleni -
Całe półtorej metra kwadratowego mojego balkonu też ma swoją wiosnę. Porzeczka czerwona  i 2 krzaczki poziomek mają się dobrze po zimie i już obiecują  przyszłe "zbiory" - 

Niedługo dołączą do nich ze 3 krzaczki pomidorków koktajlowych. Wiem, że podobny wpis był chyba w tamtym roku, ale nic nie poradzę, że takie zwyczajne rzeczy mnie cieszą i po prostu muszę :)
 A teraz wyłączę chyba  wszystko, bo grzmi coraz groźniej. Strzelę sobie jakąś kawę i będę dalej dziubać chustę.



sobota, 14 lipca 2012

Coś, co często, coś nowego i menu na dziś :)

Na początek małe usprawiedliwienie. Dzisiaj zdjęcia będą jeszcze gorsze niż zwykle, bo robione wszystkie komórką - mam chwilowy brak aparatu.
Kolejna "moja firmowa" chusta(czyli coś, co często). Mniejsza niż zwykle, za to mięciutka wełenka z kaszmirem, w kolorze ... nietypowym - jakby niebiesko-dżinsowy, ale złamany minimalnie turkusem w szarawym odcieniu.
 Teraz czas na absolutną premierę - pierwszy raz zdarzyło mi się zrobić kolczyki. z cieniutkiej uszlachetnionej nitki lnianej. Zrobiłam szydełkiem i zawiesiłam na biglach zakupionych w sklepie z pierołkami. Prezentują się całkiem fajnie, niestety - to zdjęcie komórka postanowiła zrobić najgorzej, mimo licznych prób :/
Zostałam niemalże zrugana przez
Margarithes, że pierogi wiszą w moim menu od tygodnia, więc udokumentowałam proces bulgotania fasolki w garze, na którą nie mogę się doczekać, właśnie dochodzi :)


Na swoje usprawiedliwienie mam to, że cały tzw. roboczy tydzień jestem w Krakowie, dopiero w weekend mogę dłużej przysiąść przy komputerze i coś naskrobać.Tak będę miała jeszcze przez 2 tygodnie. Nie ma to jak wyspać się we własnym łóżku.Tam spać nie mogę, czego dowodem jest pstryknięty, też niestety tylko komórką, wschód słońca, przysłonięty przez "perły architektury" ul.Łużyckiej :/