Jako panna z odzysku nie bardzo mogę liczyć na nic że tak powiem oficjalnego w tym dniu św.Walentego, toteż sprawiłam sobie słodki prezent sama:)
Zamierzam oczywiście to wszystko zjeść, czyniąc tym samym dzień dietetycznie straconym, ale przecież każdy pretekst jest dobry:) No ok, podzielę się z córkami, też je przecież kocham. Tyle, że z jedną nie, bo wyjechała ponad 100km za wiedzą (gratulacje córcuś udanej sesji!). Zresztą wróbelka pewnie podgryzłaby symbolicznie, bo z tego co wiem, jest w trakcie realizacji programu "jędrne pośladki, płaski brzuch", uczęszczając nawet na stosowne fitnesy. Ja tam uważam, że co potrzeba ma płaskie,co wypukłości potrzebuje, porządane krzywizny ma, a co jędrności wymaga - takie właśnie jest. No cóż - niech się udoskonala zewnętrznie skoro chce. Druga z kolei w domu jest i nic mi nie wiadomo, by jakiś program żywieniowy stosowała aktualnie, więc może jej od razu nieco wydzielę, żeby mnie zbytnio nie denerwowała za częstym sięganiem do mojego skarbu.
A teraz dla Was drodzy zaglądający :
Zakochanym życzę zdrowia - resztę sobie załatwcie w swoich dwójkowych układach. Samotnym, a także będącym na etapie poważniejszych rozterek sercowych - cóż, może znane ale całkiem niegłupie przesłanie : pokochaj samego siebie, a miłość cię nie opuści.
P.S - już nie walentynkowo,a informacyjnie - za 2 dni rzucam się w wir drutowania! Nie mogę się doczekać :)

