Moi mili odwiedzacze :)

sobota, 28 września 2019

Czas ucieka

   Jestem zła sama na siebie, że nie potrafię jakoś stawić czoła uciekającym chwilom, które przechodzą w tygodnie, a na tym blogu to już w miesiące :/ Nawet nie zamierzam tego tematu wałkować, bo to by było już kolejny raz. Po prostu tak jakoś się dzieje. Pewnie najwięcej w tym mojej winy, bo wiadomo, że wszystko jest kwestią organizacji, kiedy nie ma niezależnych od człowieka przeszkód.
   Tak więc kontynuując mój ostatni wpis sprzed kilku miesięcy - chustę czarną na pewno zrobiłam, tylko nie wiem nawet na ten moment gdzie ją upchałam. Liczę, że nastąpi magiczne "kiedyś ją wyciągnę, zrobię zdjęcie i pokażę tutaj".
  W podręcznej pufie leży na pewno "prawie że" gotowy komin a jako że sezon na takie rzeczy się zbliża, zamierzam go wykończyć niebawem..
  Na drutach mam sweter dla siebie, zostało dorobić rękawy i za to wezmę się zaraz po dodaniu tego posta. Jedyne fotki jakie mogę dzisiaj zamieścić, to wspomnienie wakacji w Międzyzdrojach i dzisiaj dostarczony, kolejny kocyk dla wnuczuśka. Prawie taki sam jak popielaty z posta niżej, tylko tym razem zielony. No i większy, bo bąbel też rośnie i większego kocyka-wtulaka potrzebuje.

No..
Czuję ulgę i zadowolenie, że wreszcie coś naskrobałam :)


 

wtorek, 19 marca 2019

Nie wiem, jaki dać tytuł :/

   Jakoś przezimowałam i wraz z prawie wiosną, postanowiłam kolejny raz spróbować otrząsnąć się z jakiegoś przedziwnego stanu zawieszenia życiowego. Parę dobrych lat temu udało mi się mniej więcej o tej porze rzucić palenie, to może teraz jakoś potrząsnę sama sobą i powrócę do większej aktywności w większości dziedzin życia, bo to już jest dramat dramatyczny ze mną :/ Nie ciągnę tego wątku dalej, bo po co się samej pogrążać :(
   Za to mam do pokazania szal już jakiś czas temu zrobiony. Zdjęcie w pośpiechu i w nocy robione więc mocno kiepskie,  ale mniej więcej widać o co chodzi.
   Nie wiem dlaczego wyszedł taki pomarańczowy, bo to ładne ekri z lekko różowawym odcieniem było. Poszedł do właścicielki z dwoma innymi - białym i czarnym, których nie zdążyłam pstryknąć.

   W ostatnią niedzielę wydziubałam dla mojego wnuczunia popielaty kocyk z miękutkiej i milusiej jak aksamit Dolphin baby

    A teraz coś zupełnie innego :)
    Razem z podopiecznymi z WTZ jesteśmy już jedną nogą w wielkanocnym nastroju i radośnie tworzymy takie stroiki :)
Tym kolorowym akcentem kończę, bo niedługo będzie raczej ciemny post - zostało mi ze 3-5 rządków do ukończenia czarnej chusty, którą zamierzam bardzo szybko tutaj tym razem pokazać wcześniej niż na FB (znów przede mną wyzwanie fotograficzne... nie dość że chusta, to jeszcze czarna ...)

środa, 17 października 2018

Ale jak to już październik....

Skoro w moim ostatnim poście był maj .... Czas zaczął jakoś szybciej płynąć chyba, zaczynam samej siebie nie ogarniać...
Dwa posty temu (czyli w kwietniu) wspominałam wrześniowy pobyt nad morzem i marzyło mi się wtedy, żeby znów jeszcze pojechać. Marzenie szybko dość się zrealizowało, bo powtórka była zaraz w czerwcu, dzięki czemu już teraz w październiku mogę powspominać, jak fajnie było :D
(wspomnienia+marzenia=potencjana realizacja, ale tym razem trzeba będzie przynajmniej pół roku zaczekać).

Dzianinowo jestem w czarnej dziurze (czytać : nic nowego nie mam do pokazania)
W pociągu nad morze(czyli początkiem czerwca) zaczęłam szal i do tej pory brakuje ok. 40cm do zakończenia, bo straciłam jakoś do niego serce :/
Zielony sweter dalej nie ma rękawów i nie wiem co z nim zrobię, bo patrząc na siebie i ten gotowy już korpus stwierdzam, że trzebaby spruć :/ Obawiam się, że ze wszystkiego co starsze na zimę, to zmieszczę się jedynie w szaliki :/

Chodzą mi pewne dzianinowe projekty po głowie i liczę, że wraz z nastaniem długich, jesienno-zimowych wieczorów, odnowi się moje druciane hobby.

Zobaczymy.

No i najważniejsza informacja : mam przecudownego drugiego wnuczka, już prawie dwumiesięcznego :) :) :) Liczę godziny do soboty, żeby pojechać i wyniuniać na zapas do następnej wizyty :)

czwartek, 10 maja 2018

Chusta

W biegu nieomal i w tempie niespotykanym, robiłam ekspresem 2 chusty. Tą i drugą, której nie zdążyłam nawet spróbować jako-tako obfotografować, bo czas z wysyłką gonił.
Ta zrobiona z 1 motka Angora active. Druga, której nie mam jak pokazać, to letnia, siateczkowa z falbanką, udziergana z bambusa.
A teraz korzystając z przypływu chęci i entuzjazmu, uciekam i może wreszcie dorobię rękawy do swojego zielonego swetra. Tak więc - do usłyszenia, znikam.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Szal w kolorze jakimś takim fiołkowatym

   Pierwsze oczka tego szala zarzuciłam 4 września. Pamiętam dokładnie, bo powstały w pociągu w drodze do Władysławowa. Tam zrobiłam jego zdecydowaną większość, jednak gdy wróciłam, jakoś długasiernie męczyłam do końca. Jak już wymęczyłam, to się przeleżał, dopiero dzisiaj doprowadziłam go do porządku i obfociłam - tradycyjnie mocno nieumiejętnie, ale cóż, fotografa ze mnie już nie będzie. Na tych marnych zdjęciach, które psują niestety jego walory, wygląda tak :
  Przy okazji włączyła mi się teraz nostalgia za morzem. Bardzo chciałabym chociaż na kilka dni, najchętniej nie w sezonie, kiedy ludzi jest znacznie mniej. Upałów nie trawię, pływać nie umiem, więc byle za bardzo nie padało i mogę godzinami brzegiem spacerować. Ech.... się człowiek rozmarzył na koniec wpisu ... Tak było pięknie we wrześniu 2017.

poniedziałek, 19 marca 2018

Budzenie wiosenne

   Nie wiem sama - iść się przebadać, czy nadstawić szlachetne zakończenie pleców komuś do solidnego kopniaka, żeby się wreszcie otrząsnąć z lenistwa. Żeby to tylko lenistwo było - to prawie jakaś niemoc letargowa nieomal. Ten stan stanowczo za długo trwa.
  Skończyłam szal fioletowy i leży nie zblokowany już w miesiącach licząc. Za to zabrałam się za zielony sweter i umęczyłam już prawie 2/3. Mam nadzieję, że nie skończy jak czarny, któremu zabrakło do końca pół rękawa i wykończenie, ale straciłam do niego serce, więc leży :/
  Już prawie poczułam wiosnę z pięknymi przebiśniegami i krokusami, już prawie że postanowiłam spróbować samej sobie tego kopa do działania zasadzić, to wzięło i przysypało tym wrednym białym,  a ja oklapłam.
  Muszę wziąć przykład z mojej wyhodowanej z pestki jabłonki, która po zimowym zrzuceniu liści i pierwszym przycięciu tak pięknie wzięła się do życia :


poniedziałek, 27 listopada 2017

Zielony szal

Zielony szal już dawno skończony, a ja dopiero wrzucam...  :/
Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, kupę lenia a resztę dziada ze mnie, jak mawia przysłowie starożytnych górali. Bo co z tego, że ciągle brakuje mi czasu. Wrzucić zdjęcie i naskrobać tych kilka zdań można przecież przy przegryzaniu śniadania. Przepraszam, postaram się poprawić, chociaż nie wiem jak to będzie. Ostatnio nic nie dziergam, bakłażanowy szal na ukończeniu od września leży odłożony. Jeszcze jakiś czas musi tak być :(
  Zauważyłam, że podobnie jak niektórzy, odczuwam końcoworoczne zmęczenie. Czekam na magiczne, nieokreślone nowe wraz z 2018.