Moi mili odwiedzacze :)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Czarny szal

  Przeraża mnie, że czas tak szybko pędzi. Wydawało mi się, że NA PRAWDĘ nie AŻ tak dawno wpisywałam coś tutaj, a wychodzi na to, że to było w tamtym roku :/
Na wszystko brakuje mi czasu . Jednocześnie mam wrażenie, że nic nie robię a tu srrruuu i 2 miesiące mijają :/ Być może rozmieniam się na drobne, a może to już będzie przedproże starości :/ Za kilkanaście dni strzeli mi prosto w twarz pół wieku życia  :/
  Dobra, lepiej na tym się nie koncentrować, bo nie ma na czym - byle zdrowie było i chciało się cokolwiek człowiekowi w życiu.
 Z dzierganych doniesień - udało mi się w tym moim dziwnym stanie leniwego niedoczasu zrobić czarny ażurowy szal, ale przyzwoitego zdjęcia jakoś nie bardzo, więc na razie takie o -
Z doniesień powielkanocnych - oprócz 1kg + zostało takie jajco własnoręcznie zrobione 
Z doniesień parapetowych - mocno marny zamiokulkas który miałam już zutylizować, ku mojemu zdumieniu "wziął i zakwitł" takim kwiatkiem kutaskowatym śmiesznym - 
No, to byłoby na tą chwilę tyle. Idę popodziwiać piękną zimę tej wiosny - właśnie sypie mokrym śniegiem :)

P.S.  20.04.2017, godz. 7.52
 Po kilku próbach muszę potwierdzić co już kiedyś mówiłam - umiejętności fotograficznych życie  mi nie dało. Lepszego zdjęcia chyba już nie zrobię, a to poniżej załączone jest pośród wszystkich marnych i tak najlepsze, więc dołożyłam.





środa, 28 grudnia 2016

Coś jednak dzieję :)

   Z największą przyjemnością donoszę, że jednak coś dzieję. Dokończyłam niebieściutki szaliczek (w zasadzie trzeba było tylko pochować nitki i odświeżyć). Dla siebie zrobiłam szalik dość długi, ażurowy w kolorze ... jakby to ująć dokładnie ... coś jakby burowato-dżinsowatym.
No a na drutach mam tunikę, której koloru nijak nie mogę uchwycić - to piękne wiśniowe bordo, raczej cienizna, Nako Narin. Tunika nie wiem jeszcze czyja będzie, pewnie którejś z córek, albo będę szukać dla niej właścicielki. Pewnie to trochę potrwa, najdłużej zawsze trwa, gdy się za wcześnie pochwalę :/ liczę jednak, że tym razem ta prawidłowość zostanie złamana.

  Mam nadzieję, że wszyscy zaglądający miło i przyjemnie spędzili Święta, niestrawności i przesilenia na wadze nie odnotowano(większego).

  Wszystkim z całego serca życzę wspaniałej sylwestrowej zabawy i duuużo dobrego w 2017 roku :)

Na koniec  dokumentacja fotograficzna tego, o czym w pierwszych zdaniach  było - jak zwykle marnej jakości, bo fotografa to już chyba ze mnie nie będzie. Czasem tylko przez przypadek i ku własnemu zadziwieniu coś z tej mojej byle jakiej pstrykawki jako-tako wyjdzie :) Tym razem niestety poniżej przeciętnej .



środa, 2 listopada 2016

Czasowe zawieszenie bloga :(

   Obietnice poprawy na nic się zdadzą - blog z założenia robótkowy a robótki tylko w marzeniach ostatnio :(
Potencjalne wolne chwile skradła ostatnio chęć łamane przez konieczność dokształcania się, więc nawet nie obiecuję, że się poprawię. Po prostu - jeśli się uda coś wreszcie udziergać, z radością podzielę się udziergiem i tutaj i na FB. Mam nadzieję, że nie zostanę tak całkiem zapomniana, nadejdzie wreszcie ten cudowny czas, który ostatnio chyba z tęsknoty nawet mi się śnił - że siedzę z drutami otoczona pięknymi motkami, z wielgachnym kubkiem herbaty pod ręką i dziergam, dziergam, dziergam .... :(
Wierzę w moc spełniania się marzeń, więc wierzę, że przyjdzie ten moment i blog odżyje na nowo a ja z radością będę mogła pokazywać nowe uroby druciane.
 Pozdrowienia, oby za niedługo!

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wiosenne przesilenie

   "Nic mi się nie chce, seks mnie nie łechce" jak mawiał klasyk starożytnych górali. Mogłabym powiedzieć, że mam jakieś wiosenne osłabienie, gdyby nie fakt, że trawa już gdzieś od jesieni :/ Zaczynam być zła sama na siebie, że jakaś jestem rozmemłana, z niczym się nie wyrabiam, a jednocześnie, patrząc prawdzie w oczy, to robię wielkie gie.
   Najlepiej byłoby zasadzić sobie kopa do jakiegoś zaplanowanego działania, przestać rozmieniać się na drobne, tylko nie bardzo taki półobrót zrobię, żeby wspomnianego kopa sobie zasadzić. Na dodatek, gdy sobie mówię do lusterka "Gośka, jesteś kupę lenia a resztę dziada", to odpowiadam sama sobie "no właśnie" i dalej pozwalam resztkom przemijającej świetności marnieć.
   Bardzo proszę - niech ktoś mnie dobrze opierniczy, zawstydzi albo co, bo ukiszę się we własnym sosie bylejakości.
     Zrobiłam już jakiś czas temu 2 chusty które dopiero dzisiaj wstawiam.  Właśnie, jakiś czas temu :/ ze 2-3 lata temu to bym się chwaliła natychmiast :/ Echhhh, jestem beznadziejna :/
   Tą dopiero dzisiaj podblokowałam, za to OD  RAZU zrobiłam zdjęcia i wrzucam :



Kolory rzeczywiste bardziej jak na 1 zdjęciu, tradycyjne prezentuję zero umiejętności fotograficznych.
 Druga chusta bardzo prosta, w rozmiarze kids, dla kilkuletniej damy. Zrobiona co najmniej miesiąc temu :



wtorek, 12 stycznia 2016

Jaka zima, taki szaliczek

     Obawiam się, że mogę wywołać wilka z lasu i śniego-mrozy nadejdą. Ale póki co, zima jest dokładnie taka, jaką lubię - bez tego białobrudno-maziastośliskiego pod nogami z całkiem przyzwoitym słupkiem lekko ponad zero. Utoczyłam więc adekwatny  szaliczek z cienkiego akrylu. To jeszcze z zapasów, jaki dostałam w ramach testowych motków. Ten akurat to Red Heart Margareta 50g/257m  i jak ulał starczyło na ten wyrób. Całkiem przyjemna w dzierganiu włóczka, ładnie chodzi po drutach i wygląda jak cienka wełenka. Jest miękka i miła w dotyku. Kto nie toleruje wełny, może ją zastąpić tym akrylem, zdecydowanie polecam. 
  A szaliczek wygląda tak :

   Myślę że sprawdzi się teraz, gdy temperatura dodatnia. Ewentualnie poczeka  grzecznie na przedwiośnie.
   Aktualnie zarzuciłam na druty sweter. Ma to być czarny zwyklak, gładki, rękawy z lekkim kimonem i większym dekoltem. Dziubdziam więc sobie na okrągło od dołu dość bezmyślnie skoro bez wzoru i zerkam na film. 
   Ostatnio mniej dziergam, mniej się angażuję w bloga, bo serce skrada mi każdego dnia mój ukochany półroczny już wnuczuś. Dla niego jestem gotowa w każdej chwili wszystko rzucić i często-gęsto tak właśnie jest. Uwielbiam szkraba nad życie :)

niedziela, 27 grudnia 2015

Jeden sweter i dwa podszyjniki

   Trzy rzeczy mam do pokazania z kategorii "zwyklaki".  Na początek sweter - ciepły jak piec, więc pewnie służyć będzie w największe mrozy o ile takowe będą w tym sezonie. Melanż popielato- czarny, bo z połączenia takich dwóch włóczek  zrobiony :

Zwyklak nr 2 - komin z wełenki lekko cieniowanej.  Zawijany na dwa, ażurkowaty, lekki i cienki - w sam raz na teraz, kiedy niby zimno, a plusowe temperatury termometr pokazuje. Zamierzam nim uszczęśliwić pewną osobę, która lubi takie malinowato-różowawe czerwienie.


I ostatni zwyklak - szalik dla córki. Powstał z połączenia trzech kolorów pojedynczych motków dość grubych włóczek. Tak o zrobiłam, żeby je zutylizować i wyszedł całkiem fajny, lejący, wielkooki zawijak. Tyle co skończyłam, Zdjęcie nie oddaje rzeczywistych kolorów, które razem dają miły dla oka efekt - są tam dwa odcienie morskich turkusów i seledynowato-zielony. Spróbuję jutro w dziennym świetle zrobić lepsze zdjęcie. Jeśli wyjdzie jako-tako, to dołączę.

wtorek, 20 października 2015

Szal

  No i "już" jest szal o którym wspomniałam w poprzednim wpisie. Robił się rekordowo długo ale nie będę się powtarzać na ten temat.
  Wykonany z ok. 20 dkg przyjemnej i miękkiej mieszanki z dużym udziałem wełny. Niestety banderolki albo gdzieś się zapodziały, albo niechcący wyrzuciłam i nie powiem dokładnie z czego to. Pamiętam jedynie, że produkcji niemieckiej i że 75% wełny. Kolor - bardzo ładny, stłumiony niebieski dżins.